środa, 2 października 2013

Kobra

Zimny deszcz siekł przechodniów po twarzach i zmuszał do poszukiwania schronienia. Nie zwracali uwagi na chłopaka siedzącego na ławce z podkurczonymi nogami. Na twarz miał nasunięty kaptur czarnej, za dużej kurtki. Światła latarni odbijały się od jego okularów. W pewnej chwili jeden z nich się zatrzymał i podszedł. Usiadł obok nic nie mówiąc. Po chwili, jakby upewniwszy się że okularnik nie ucieknie, zapytał. - Idziesz ze mną? Do takich jak my, skrzywdzonych przez los. Głos był miły dla ucha, czysty i budzący zaufanie. Głos dziewczyny. - Jestem Kobra. Nie musisz mówić kim jesteś. Liczy się, że jesteś nieszczęśliwy. Chłopak kiwnął głową powoli z miną mówiąca " gorzej być nie może ". Kobra wzięła go za rękę i poprowadziła przed siebie. Gdy przechodzili pod czyimś oknem światło padło na jej czarne, sięgające pasa włosy. Po bliższej obserwacji można by dostrzec delikatne fioletowe pasemka. Szli jakieś dziesięć minut, po czym stanęli przed niepozornym, kilkupiętrowym budynkiem. Drzwi pilnowało dwóch rosłych osiłków w czarnych uniformach i rekawicach z ćwiekami. Wpuścili ich bez żadnych pytań, wystarczyło, że spojrzeli na kobrę. - Witaj w nowym świecie, w naszym świecie.

1 komentarz: