Prawdziwe oblicze
sobota, 12 października 2013
Pierwszy
Następnego dnia spotkali się przy tej samej odrapanej, pomazanej ławce w parku. Dzień był wietrzny, lecz było ciepło i dosyć słonecznie. Kobra, ubrana w szare jeansy i koszulkę z napisem Metallica wysiadła z seledynowego, sportowego auta. Za kierownicą siedział naburmuszony Malfoy z miną, którą równie dobrze mógł mieć człowiek idący na ścięcie. Harry uśmiechnął się na powitanie i wsiadł na tylne siedzenie. Dziewczyna wręcz podskakiwała z podekscytowania i co chwile odwracała się w stronę czarnowłosego. Gdy dojechali na miejsce, Draco ich wysadził i pojechał do czegoś, co okazało się ukrytym, podziemnym garażem. Kobra i Harry udali się na górę i stanęli przed solidnymi, pancernymi drzwiami.
- To gabinet Jupitera, szefa. Powiedział, że chce cię poznać.
- Eee... dlaczego?
- Zobaczysz. No, dalej!
Drzwi się otworzyły i znaleźli się w eleganckim gabinecie pomalowanym na ciemny błękit. Jupiter siedział za dębowym biurkiem i czytał jakiś list, a gdy zauważył, że weszli, zmiął go w rękach i wrzucił do ognia. Wyglądał na około czterdzieści parę lat. Miał ciemne, lekko kręcone włosy i orli nos, a czarne, przenikliwe oczy przewiercały człowieka na wylot. Roztaczał wokół siebie aurę władzy, lecz także dobroduszności. Gestem zaprosił go na fotel obity czarna skórą, a Kobra usiadła obok.
-Miło mi cię poznać, Harry. Wiele o tobie słyszałem. Mam nadzieję, że nasza współpraca się powiedzie i oboje będziemy mieli z tego korzyści. Witam w zespole, Irbis.
- Irbis?
- Widzisz te lustro nad drzwiami? To wykrywacz charakterów. Gdy ktoś nowy przekroczy te drzwi, pokazuje jego zwierzęcą naturę. Ty jesteś irbisem. Ciekawe. Ale przejdźmy do interesów. Ty pracujesz dla mnie, ja ci pomagam, ok?
- Na czym na polegać ta praca? Bo nie bardzo rozumiem.
- Zlecenia, różne. Czasem niebezpieczne, nie będę ukrywał. Ale ty jesteś z niebezpieczeństwem z pan brat, prawda? No i poza tym nie do końca zgodne z prawem.
Harry rozejrzał się nieco niepewnie po towarzystwie. Layla uśmiechnęła się do niego zachęcająco.
- Mogę spróbować. Nie mam nic do stracenia.
- Cudownie.- Jupiter klasnął w ręce.- Jeżeli nie masz żadnych pytań, to do zobaczenia, Irbis.
- Do widzenia.
Wszyscy się pożegnali, a Kobra porwała Harry' ego i zaczęła go oprowadzać po budynku. Okazał się on o wiele większy, niż się mu na początku wydawało. Obeszli wszystkie pomieszczenia, oprócz jednej sali. W tym czasie Kobra opowiadała o bandzie. Byli młodzi ludzie, którzy nie mieli nikogo. Kobra straciła rodziców w czasie napadu śmierciożerców i wychowała się w przytułku. Layla została porzucona zaraz po swoim narodzeniu, jeszcze w szpitalu i mieszkała razem z Kobrą. Sęp wychował sie pod mostem wśród pijaków i narkomanów, i tylko dzięki sobie nie stał się jednym z nich. Skorpiona natomiast Jupiter znalazł na ulicy, gdy ten miał trzy lata. Był brudny, ranny i nic nie pamiętał.
- A Malfoy?
- nie wiem. Nikt nie wie, tylko Jupiter. A czemu cię to interesuje?
- Bo my... jesteśmy wrogami. Od pierwszej klasy. Jak mam się z nim dogadać, skoro nie potrafiłem przez pięć lat?
- Jeżeli chcesz tu zostać, musisz. W grupie jest zasada, nie krzywdzimy się i zawsze wspieramy. Jesteśmy przyjaciółmi.
- Przyznam, że coś czarno to widzę. Ja i Malfoy to jak ogień i woda.
- Aż tak? Nie powiedziałabym, ledwo was znam, ale widzę, że macie parę wspólnych cech.
- Na przykład?- Harry był nieprzekonany.
- Obaj jesteście tajemniczy, uparci i nieufni.
- To chyba niezbyt dobrze o mnie świadczy, nie?
- Wcale nie, to pokazuje, że tu pasujecie. No dobra, dosyć, idziemy na imprezę!
- Co?
- Na imprezę, tu są praktycznie codziennie. Klub należy do Jupitera, więc mamy alkohol za darmo. No, chodź Skorpiona, zrobimy z ciebie człowieka. - Jej oczy błyszczały, było widać, że nie może się doczekać.
Piętnaście minut później Harry przyglądał się swojemu odbiciu z wyraźnym zadowoleniem. Okazało się, że ciuchy Skorpiona pasują na niego jak ulał. Ciemne jeansy i biała koszulka z postrzępionymi rękawami wyglądały, jakby były szyte na niego. Do tego na ręce zawiązał bandankę z wizerunkiem ognia i czaszką. Założył też soczewki, po czym zamrugał parę razy, aby się przyzwyczaić.
- Wow, Irbis, wyglądasz szałowo.- Kobra weszła ubrana w krótką, złotą sukienkę z cekinami. Na szyi miała srebrną obróżkę. - Idziemy zabalować!
sobota, 5 października 2013
Banda
W środku był wąski korytarz obwieszony lustrami. Na jego końcu znajdowały się szklane drzwi, przez które przebijaly się światła neonów i głośna muzyka. Oni jednak skierowali się przez jedne z dwóch solidnych, dębowych drzwi na górę. Okularnik słaniał się na nogach, więc dziewczyna popchnęła go ostrożnie na łóżko i kazała poczekać. "Boże, coś jest z nim nie tak. Potrzebuję pomocy." W tym czasie chłopak zaczął się dusić, nie dał rady wydusić z siebie słowa ani nawet zaszeptać, przed oczami widział czarne plamy. Po chwili padł zemdlony. Gdy Kobra wróciła on nie oddychał, był nienaturalnie blady a jego oczy były zasnute mgłą. Pisnęła. Wbiegło dwóch chłopców, a za nimi dziewczyna o czerwonych włosach i przenikliwych, czarnych oczach. Miała w ręku różdżkę, którą wycelowała w leżącą na łóżku osobę i zaczęła szeptać zaklęcia. Po paru minutach wypełnionych nerwowym oczekiwaniem otworzył lekko oczy i zobaczył pochylającego się nad nim blondyna.
- O nie. Nie ty, Malfoy.
- Ja też się nie cieszę że cię widzę, Potter.
- Gdzie ja jestem? I co on tu robi, co?
Odpowiedział mu drugi chłopak, czarnoskóry ze złotymi kreskami z boku szyi.
- Tu jest klub naszej bandy. A banda... to ludzie którzy nie mają nikogo i mogą liczyć tylko na... no na bandę, rozumiesz?
- Jasne, tylko co Malfoy tu robi?
- Ciebie mógłbym zapytać o to samo, a nie mam zwyczaju rozmawiać z wrakami takimi jak ty. Więc jak się ogarniesz, to możesz prosić o rozmowę, a ją może się kiedyś zgodzę. Może, Potter
- Draco! Jak możesz tak mówić? Nie widzisz, że jest chory? Wyjdźcie stąd, a ja z Laylą się nim zajmieemy. Już! - Kobra wygoniła resztę z pomieszczenia, po czym zaczęła robić magiczne prześwietlenie. Wykazalo ono, że jest bardzo osłabiony i poobijany.
- Człowieku, kto ci to zrobił? Jak go dostanę w swoje rèce,to...
- Mój wuj. I kuzyn.
- I co, nie broniłeś się?
Nie powiedział nic, bo co w sumie miałby powiedzieć? Że po śmierci chrzestnego nie miał na nic siły? Że był wściekły na dyrektora za to, że nie powiedział mu prawdy? Że był zły na siebie, że się obwiniał, czuł że nie ma swojego miejsca, że wszędzie nie pasuje? Że się poddał? Milczał.
- Postaramy się doprowadzić cię do porządku, ale musisz się lepiej odrzywiać.
- Muszę wracać. Zabiją mnie inaczej.
- Zostajesz. Nie pozwolę ci odejść. Proszę.
- Muszę. Dumbledore mówi, że tak jest najlepiej.
- Najlepiej?! Ciekawe dla kogo. Stary, wredny...
- Kobra. Idę.
- Ale bądź jutro o ósmej w parku, dobrze? Ktoś po ciebie wpadnie.
- Będę.Cześć, i dziękuję za wszystko.
- Nie dziękuj. Cześć, Harry. - Layla odezwała się pierwszy raz podczas tej rozmowy,
środa, 2 października 2013
Kobra
Zimny deszcz siekł przechodniów po twarzach i zmuszał do poszukiwania schronienia. Nie zwracali uwagi na chłopaka siedzącego na ławce z podkurczonymi nogami. Na twarz miał nasunięty kaptur czarnej, za dużej kurtki. Światła latarni odbijały się od jego okularów. W pewnej chwili jeden z nich się zatrzymał i podszedł. Usiadł obok nic nie mówiąc. Po chwili, jakby upewniwszy się że okularnik nie ucieknie, zapytał.
- Idziesz ze mną? Do takich jak my, skrzywdzonych przez los.
Głos był miły dla ucha, czysty i budzący zaufanie. Głos dziewczyny.
- Jestem Kobra. Nie musisz mówić kim jesteś. Liczy się, że jesteś nieszczęśliwy.
Chłopak kiwnął głową powoli z miną mówiąca " gorzej być nie może ". Kobra wzięła go za rękę i poprowadziła przed siebie. Gdy przechodzili pod czyimś oknem światło padło na jej czarne, sięgające pasa włosy. Po bliższej obserwacji można by dostrzec delikatne fioletowe pasemka. Szli jakieś dziesięć minut, po czym stanęli przed niepozornym, kilkupiętrowym budynkiem. Drzwi pilnowało dwóch rosłych osiłków w czarnych uniformach i rekawicach z ćwiekami. Wpuścili ich bez żadnych pytań, wystarczyło, że spojrzeli na kobrę.
- Witaj w nowym świecie, w naszym świecie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)