sobota, 5 października 2013

Banda

W środku był wąski korytarz obwieszony lustrami. Na jego końcu znajdowały się szklane drzwi, przez które przebijaly się światła neonów i głośna muzyka. Oni jednak skierowali się przez jedne z dwóch solidnych, dębowych drzwi na górę. Okularnik słaniał się na nogach, więc dziewczyna popchnęła go ostrożnie na łóżko i kazała poczekać. "Boże, coś jest z nim nie tak. Potrzebuję pomocy." W tym czasie chłopak zaczął się dusić, nie dał rady wydusić z siebie słowa ani nawet zaszeptać, przed oczami widział czarne plamy. Po chwili padł zemdlony. Gdy Kobra wróciła on nie oddychał, był nienaturalnie blady a jego oczy były zasnute mgłą. Pisnęła. Wbiegło dwóch chłopców, a za nimi dziewczyna o czerwonych włosach i przenikliwych, czarnych oczach. Miała w ręku różdżkę, którą wycelowała w leżącą na łóżku osobę i zaczęła szeptać zaklęcia. Po paru minutach wypełnionych nerwowym oczekiwaniem otworzył lekko oczy i zobaczył pochylającego się nad nim blondyna. - O nie. Nie ty, Malfoy. - Ja też się nie cieszę że cię widzę, Potter. - Gdzie ja jestem? I co on tu robi, co? Odpowiedział mu drugi chłopak, czarnoskóry ze złotymi kreskami z boku szyi. - Tu jest klub naszej bandy. A banda... to ludzie którzy nie mają nikogo i mogą liczyć tylko na... no na bandę, rozumiesz? - Jasne, tylko co Malfoy tu robi? - Ciebie mógłbym zapytać o to samo, a nie mam zwyczaju rozmawiać z wrakami takimi jak ty. Więc jak się ogarniesz, to możesz prosić o rozmowę, a ją może się kiedyś zgodzę. Może, Potter - Draco! Jak możesz tak mówić? Nie widzisz, że jest chory? Wyjdźcie stąd, a ja z Laylą się nim zajmieemy. Już! - Kobra wygoniła resztę z pomieszczenia, po czym zaczęła robić magiczne prześwietlenie. Wykazalo ono, że jest bardzo osłabiony i poobijany. - Człowieku, kto ci to zrobił? Jak go dostanę w swoje rèce,to... - Mój wuj. I kuzyn. - I co, nie broniłeś się? Nie powiedział nic, bo co w sumie miałby powiedzieć? Że po śmierci chrzestnego nie miał na nic siły? Że był wściekły na dyrektora za to, że nie powiedział mu prawdy? Że był zły na siebie, że się obwiniał, czuł że nie ma swojego miejsca, że wszędzie nie pasuje? Że się poddał? Milczał. - Postaramy się doprowadzić cię do porządku, ale musisz się lepiej odrzywiać. - Muszę wracać. Zabiją mnie inaczej. - Zostajesz. Nie pozwolę ci odejść. Proszę. - Muszę. Dumbledore mówi, że tak jest najlepiej. - Najlepiej?! Ciekawe dla kogo. Stary, wredny... - Kobra. Idę. - Ale bądź jutro o ósmej w parku, dobrze? Ktoś po ciebie wpadnie. - Będę.Cześć, i dziękuję za wszystko. - Nie dziękuj. Cześć, Harry. - Layla odezwała się pierwszy raz podczas tej rozmowy,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz